Kolejnego dnia wieczorem postanowiłam wyjść do parku, chciałam kogoś poznać w końcu nie miałam nikogo znajomego w Stolicy. Zobaczyłam chłopaka siedzącego na trawniku pod drzewem. Pisał coś na kartce i wystukiwał rytm ołówkiem o udo. Zaciekawił mnie, postanowiłam podejść do niego i się przywitać.
-Cześć, przepraszam, że przeszkadzam. Jestem Łucja i wczoraj przeprowadziłam się do Warszawy. Nikogo tu nie znam, wiem może to dziwne, ale chciałam zapytać czy masz czas i ochotę pokazać mi okolicę?-zapytałam niepewnie.
Chłopak podniósł wzrok i jego grymas na twarzy zastąpił sztywny uśmiech.
-Nazywam się Adam, nie ma problemu jeśli chcesz, możemy pójść na spacer, tylko trochę później. Teraz mam kilka spraw do załatwienia. Bądź tu koło 21. Teraz lecę, do zobaczenia!-odpowiedział i odchodząc puścił do mnie oczko.
Wróciłam do domu, ubrałam spodnie, mimo tego, że było lato wieczorami lubiło być chłodno.
Przyszłam w umówione miejsce. Długo nie musiałam czekać na Adama. On również zmienił ubiór. Miał czarne spodnie i bluzę z kapturem naciągniętym na głowę. Szliśmy ulicami a on opowiadał, gdzie mogę dobrze zjeść, w którym klubie poleca zabawę. Rozmawialiśmy o zwykłych rzeczach, mój towarzysz nie chciał opowiadać o sobie. W pewnym momencie złapał mnie za rękę i poprowadził jak twierdził przez skrót. Była to dzielnica willowa. Nagle skręciliśmy z ciemną uliczkę i wtedy się zaczęło. Adam przyparł mnie do ściany całym swoim ciężarem.
-Co ty wyprawiasz?! Puść mnie! Pomocy!-krzyczałam ile sił.
-Zamknij się suko, sama tego chciałaś, nie wiesz, że nie zaczepia się obcych kolesi?-wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Był o wiele silniejszy ode mnie, zdarł ze mnie bluzkę, zostałam w samym staniku. Przewrócił mnie na ziemię i zaczął rozpinać spodnie. Wyrywałam się i próbowałam krzyczeć, jednak on doskonale radził sobie z moimi protestami. Ostatni raz zdołałam zawołać o pomoc i z wyczerpania zaczęłam tracić przytomność. Nagle jak przez mgłę usłyszałam krzyki, przepychanie się, czyjeś ciepłe ramiona, przyjemny męski zapach i ciepły głos powtarzający, że jestem już bezpieczna.
Widziałam tylko przebłyski migających świateł, jakieś postaci, aż w końcu odpłynęłam.
-Zamknij się suko, sama tego chciałaś, nie wiesz, że nie zaczepia się obcych kolesi?-wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Był o wiele silniejszy ode mnie, zdarł ze mnie bluzkę, zostałam w samym staniku. Przewrócił mnie na ziemię i zaczął rozpinać spodnie. Wyrywałam się i próbowałam krzyczeć, jednak on doskonale radził sobie z moimi protestami. Ostatni raz zdołałam zawołać o pomoc i z wyczerpania zaczęłam tracić przytomność. Nagle jak przez mgłę usłyszałam krzyki, przepychanie się, czyjeś ciepłe ramiona, przyjemny męski zapach i ciepły głos powtarzający, że jestem już bezpieczna.
Widziałam tylko przebłyski migających świateł, jakieś postaci, aż w końcu odpłynęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz