czwartek, 31 stycznia 2019

2.

Obudziłam się w szpitalu. Nie, nie doznałam amnezji choć bardzo w tamtym momencie tego chciałam. Pilotem przywołałam pielęgniarkę, która zawołała lekarza. Podsumowując zostałam zgwałcona, rozmowa z policją tak bardzo mi to uświadomiła, że nie wiedziałam jak sobie z tym faktem poradzić. Zostałam na kilkudniową obserwację. Nie chciałam powiadamiać nikogo z rodziny co się stało, postanowiłam sama się z tym uporać. 
                             
***
Miesiąc później, chłopak, który mi to zrobił siedział już w więzieniu, a ja mogłam odetchnąć. Próbowałam skupić się na pracy aby nie myśleć o tym wszystkim. Byłam przytłoczona, miewałam koszmary, bałam się wyjść z mieszkania. Zaniedbałam siebie i wszystko wokół na tyle, że nie miałam czystych ubrań co zmusiło mnie do zrobienia prania. Zbierając najpotrzebniejsze rzeczy z fotela czy krzeseł znalazłam bluzę, którą szpital wydał mi wraz z rzeczami osobistymi. Wcześniej nie zwróciłam na nią uwagi. Przypomniałam sobie, że ktoś mnie nią nakrył, gdy mnie znalazł. Przeszukałam kieszenie i wrzuciłam ją do pralki. W ręce ściskałam papierek z numerem telefonu, który był w jednej z nich. Nie zastanawiałam się co pomyśli właściciel o mnie, wszystko było mi już i tak obojętne. Usiadłam na kanapie i wystukałam wiadomość.
Cześć, przepraszam, że nie pokoje, ale w bluzie, którą jak mniemam mnie nakryłeś znalazłam numer telefonu. Jeśli jesteś jej właścicielem odpisz, chciałabym ci ją zwrócić.
 
Na odpowiedź o dziwo nie musiałam długo czekać.

Jak się czujesz?
Btw. Nie musisz jej zwracać, zrób z nią co chcesz. 

No pięknie, zapytał mnie jak się czuję. W sumie to jak śmieć, ktoś mnie zgwałcił, mógł mi zrobić dziecko, zabić mnie i zostawić aż smród rozkładanego ciała kogoś przyciągnie
.
 
W miarę dobrze jak na zaistniałą sytuację. Jedyne co chciałabym ci niezmiernie podziękować za to, że stanąłeś w mojej obronie i nie pozwoliłeś umrzeć. Marne podziękowania przez wiadomość tekstową, ale nie chcę cię zmuszać do spotkania.
Przez kilka następnych dni pisałam wiadomości z Alkiem-bo tak się nazywał mój wybawca. W zasadzie codziennie pytał jak się czuję, co robiłam przez cały dzień. Kiedy zapytałam go czemu to robi wyznał, że reaguje dziwnie spokojnie jak na to co mi się przytrafiło i po prostu martwi się. Nie chciałam zawracać mu głowy. Wystarczy, że wtedy mnie znalazł i pomógł, nie chciałam obciążać go swoją osobą, bo widziałam jak uważa na to co pisze. W końcu powiedziałam mu, że nie mam zamiaru go dłużej męczyć, sama muszę poradzić sobie ze swoim życiem, a on nie jest moim terapeutą, żebym miała mu się żalić. Poza tym nie lubię robić z siebie ofiary, wolę cierpieć w milczeniu. Podziękowałam mu raz jeszcze za wszystko i powiedziałam, iż więcej nie będę pisać. Rzuciłam telefon na sofę i zabrałam się za pracę. Miałam do przetłumaczenia kilka ważnych dokumentów. Mój ojciec dzwonił do mnie pytając czy wszystko w porządku, bo spóźniam się z terminami, dlatego musiałam chociaż na chwilę wziąć się w garść. Kolnego dnia wyszłam na szybkie zakupy po drodze ciągle oglądając się za siebie i obserwując uważnie ludzi wokół mnie. Wróciłam do domu najszybciej jak było to możliwe. Stres nie pozwalał mi myśleć co zdecydowanie uszczuplało moje możliwości kulinarne bo posiadane produkty uniemożliwiały mi gotowanie czegoś więcej, prócz makaronu czy innych szybkich potraw. Ubrałam się w dres i przypomniałam sobie o telefonie, którym dzień wcześniej cisnęłam o kanapę. Miałam kilka wiadomości od Alka, ostatnia mnie przeraziła.
Przegięłaś, spodziewaj się gościa z dredami, a spróbuj nie otworzyć!
Zanim zdążyłam pomyśleć co przeczytałam zadzwonił dzwonek do drzwi. Drżącą ręką otworzyłam, nie sprawdzając nawet kto to, byłam w szoku. Moim oczom ukazał się tak jak przypuszczałam mężczyzna z dredami. Koleś wszedł jak do siebie i spojrzał na mnie jakby zatroskany.
-Mówiłem, że przyjdę. To kara za urwanie kontaktu.
-Skąd znasz mój adres?-zapytałam zaniepokojona.
-Wtedy, gdy cię znalazłem, mamrotałaś żeby zawieźć cię do domu w kółko powtarzając adres.-powiedział i posłał ciepły uśmiech.
Zrobiło mi się jakoś dziwnie gorąco.
-Może się czegoś napijesz? W zasadzie mam tylko herbatę, wybacz jakoś w ostatnim czasie nie mam głowy do zakupów. Przepraszam też za bałagan, właśnie miałam...-nie dokończyłam, Alek podszedł bliżej i położył mi ręce na ramionach.
-Nie musisz się tłumaczyć, każdy po takim wydarzeniu miałby problem z uporządkowaniem życia. No ale już dobrze, nie przyszedłem tu żeby ci o tym przypominać, tylko pomóc ci zapomnieć chociaż na chwilę. Może pójdziemy na spacer?-zaproponował ochoczo.
-Wiesz, ostatni spacer skończył się dla mnie źle ale chyba czas wyjść z domu.-powiedziałam niepewnie zabierając się za wkładanie butów.
Alek spoważniał ukląkł obok mnie chwycił mój podbródek dłonią i patrząc w oczy powiedział-Nie bój się, ze mną nic ci się nie stanie, po prostu chcę żebyś wyszła z domu, oderwała się od złych wspomnień. To tylko spacer a ja będę szedł obok ciebie. Nic 
się nie stanie. Obiecuję-mówiąc to rzucił mi swój uśmiech, chyba ten najlepszy, od niego rumieniłam się co było żałosne. Idąc ulicami miasta, mając Alka obok czułam się bezpieczniej, mimo to nie mogłam powstrzymać się od lustrowania okolicy. Zauważył to, odpiął czapkę z daszkiem od swojego paska spodni i założył mi ją daszkiem do przodu.-Widzisz teraz wyglądasz groźnie, nikt nie będzie w stanie do ciebie podejść. -zaśmiał się i objął mnie ramieniem. Szliśmy w ciszy przez park, a ja próbowałam cieszyć się chwilą.

wtorek, 29 stycznia 2019

1.

W końcu skończyłam przenosić wszystkie rzeczy do nowego mieszkania. Byłam zmęczona, ale poczucie wolności wypełniało mnie szczęściem. Podziękowałam ojcu za pomoc jaką włożył w przeprowadzkę i moją nową pracę. To on pomógł mi z wszystkim. Wiedział jaką miałam sytuację w domu z mamą i ile przeszłam mieszkając z nią. Teraz po studiach i elastycznej pracy, którą wykonywałam w domu mogłam w końcu odżyć. Robić co chcę i wiedzieć, że nikt nie będzie mnie kontrolował i ograniczał. Postanowiłam, że będę korzystać z życia ile tylko będę mogła, tu w Warszawie miałam wachlarz możliwości. Wieczorem wyszłam do sklepu na małe zakupy. Zrobiłam kolację, wzięłam prysznic i zmęczona zasnęłam.
Kolejnego dnia wieczorem postanowiłam wyjść do parku, chciałam kogoś poznać w końcu nie miałam nikogo znajomego w Stolicy. Zobaczyłam chłopaka siedzącego na trawniku pod drzewem. Pisał coś na kartce i wystukiwał rytm ołówkiem o udo. Zaciekawił mnie, postanowiłam podejść do niego i się przywitać.
-Cześć, przepraszam, że przeszkadzam. Jestem Łucja i wczoraj przeprowadziłam się do Warszawy. Nikogo tu nie znam, wiem może to dziwne, ale chciałam zapytać czy masz czas i ochotę pokazać mi okolicę?-zapytałam niepewnie.
Chłopak podniósł wzrok i jego grymas na twarzy zastąpił sztywny uśmiech.
-Nazywam się Adam, nie ma problemu jeśli chcesz, możemy pójść na spacer, tylko trochę później. Teraz mam kilka spraw do załatwienia. Bądź tu koło 21. Teraz lecę, do zobaczenia!-odpowiedział i odchodząc puścił do mnie oczko.
Wróciłam do domu, ubrałam spodnie, mimo 
 tego, że było lato wieczorami lubiło być chłodno.
Przyszłam w umówione miejsce. Długo nie musiałam czekać na Adama. On również zmienił ubiór. Miał czarne spodnie i bluzę z kapturem naciągniętym na głowę. Szliśmy ulicami a on opowiadał, gdzie mogę dobrze zjeść, w którym klubie poleca zabawę. Rozmawialiśmy o zwykłych rzeczach, mój towarzysz nie chciał opowiadać o sobie. W pewnym momencie złapał mnie za rękę i poprowadził jak twierdził przez skrót. Była to dzielnica willowa. Nagle skręciliśmy z ciemną uliczkę i wtedy się zaczęło. Adam przyparł mnie do ściany całym swoim ciężarem.
-Co ty wyprawiasz?! Puść mnie! Pomocy!-krzyczałam ile sił.
-Zamknij się suko, sama tego chciałaś, nie wiesz, że nie zaczepia się obcych kolesi?-wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Był o wiele silniejszy ode mnie, zdarł ze mnie bluzkę, zostałam w samym staniku. Przewrócił mnie na ziemię i zaczął rozpinać spodnie. Wyrywałam się i próbowałam krzyczeć, jednak on doskonale radził sobie z moimi protestami. Ostatni raz zdołałam zawołać o pomoc i z wyczerpania zaczęłam tracić przytomność. Nagle jak przez mgłę usłyszałam krzyki, przepychanie się, czyjeś ciepłe ramiona, przyjemny męski zapach i ciepły głos powtarzający, że jestem już bezpieczna.
Widziałam tylko przebłyski migających świateł, jakieś postaci, aż w końcu odpłynęłam.